Jeśli po upadku ZSRR w naszej części świata tempo geopolitycznych zmian było dość niemrawe, to ostatnie lata pokazują, że to należy już do przeszłości, a w nadchodzących miesiącach dojdzie do ustanowienia nowego ładu politycznego świata.

Źródło zawirowań, czyli o co w tym wszystkim chodzi

Źródłem wszystkich światowych zawirowań jest rosnąca chińska potęga, która zagraża hegemonii USA. Proces ten mocno przyspieszył w 2008 roku, kiedy to amerykańska gospodarka otrzymała potężny cios, rozpoczął się proces cięcia wydatków i ograniczania amerykańskiej obecności w różnych miejscach świata. W efekcie tego słabnięcia na Bliskim Wschodzie doszło m.in. do wojny domowej w Syrii, do powstania Państwa Islamskiego (ISIS) i tzw. Arabskiej Wiosny. Amerykanie są w sytuacji nie do pozazdroszczenia, bo jeśli nie powstrzymają wzrostu Chin, to z czasem może okazać się to już niemożliwe, a świat wejdzie w erę smoka spychając USA do roli schodzącego, drugiego pod względem znaczenia, supermocarstwa. Efekty słabości hegemona

Rosnąca słabość Waszyngtonu i coraz większe znaczenie Pekinu, sprawia, że państwa, które jeszcze nie tak dawno nie śmiały sprzeciwić się USA, zaczęły, mówiąc obrazowo, głośno bić pięściami w stolik, domagając się nowego podziału tzw. stref wpływów. Należy przy tym dodać, że poszerzenie stref wpływów wiąże się najczęściej ze zwiększeniem zamożności „obdarowanego” państwa. Do jednych z tych państw należy Rosja, która pomimo zacofania gospodarczego, przez dłuższy czas przygotowywała się do nowych wyzwań tworząc armię, która pokazała swoją sprawność w wojnie z Gruzją czy na Ukrainie, czyli na obrzeżach oddziaływania amerykańskich wpływów. Francja zwiększyła swoje zaangażowanie w basenie Morza Śródziemnego, prawdopodobnie w efekcie tego zainteresowania „narodziła się”… „Arabska Wiosna”. Niemcy natomiast poprzez zależne od Berlina instytucje unijne, zależne od niemieckiego kapitału media, fundacje, czy proniemieckie partie, stale wzmacniały swoją pozycję w Europie Środkowej, czyniąc z niej swoją strefę wpływów, wypychając tym samym interesy amerykańskie i np. poprzez Brexit również brytyjskie. Berlin realizuje nieprzerwanie od wielu lat, nawet w czasach miłości premiera Tuska i kanclerz Merkel, przy współpracy z Moskwą, proces energetycznego uzależnienia krajów Europy Środkowej. Efektem tej współpracy są gazociągi Nord Stream i OPAL.

USA a sprawa polska

Amerykańska polityka w Europie w ostatnich latach opierała się głównie o Niemcy i Wielką Brytanię. O ile dla Wielkiej Brytanii sojusz z USA jest czymś naturalnym i w społeczeństwie akceptowanym, tak dla znaczącej części niemieckich elit, Amerykanie to tylko okupanci, przez których przegrali dwie krwawe wojny. Elity waszyngtońskie dostrzegając kłopoty z niemieckim „sojusznikiem”, który może w niedalekiej przyszłości pozbyć się US Army ze swojego terytorium, przygotowały sobie grunt do miękkiego lądowania w Europie Środkowej. W efekcie już w 2016 roku dochodzi do niespodziewanego przez Berlin spektakularnego zwycięstwa partii proamerykańskiej w Polsce. Wraz z tym zwycięstwem powraca idea, która bezpośrednio uderza w interesy niemieckie (i pośrednio rosyjskie) w tej części Europy, tzw. idea Międzymorza, czyli tworzenia bloku państw Europy Środkowej pod kuratelą amerykańską. Polska w tym planie ma kluczowe znaczenie. Tutaj pojawia się kolejne bardzo ważne pytanie: czy będziemy w stanie, wyciągnąć z tego bardzo realne korzyści?

Gospodarka, głupcze

Nasze położenie predestynuje nas do wielkości. Problem w tym, że jedynie predestynuje. Sam patriotyzm na polu historycznym czy odpowiedzialna polityka międzynarodowa nie wystarczy, potrzebny jest również patriotyzm w zakresie gospodarczym. Cytując słowa dr Jacka Bartosiaka, musimy być gospodarczo silniejsi od Niemiec, co będzie trudne, albo od Rosji, co jest w naszym zasięgu. Niestety nie wystarczy kupować produkty z kodem kreskowym zaczynającym się na 590, trzeba mieć wizję, czym tam naprawdę mamy konkurować z rozwiniętym światem. Tu warto przytoczyć słowa Cezarego Kaźmierczaka, który namawia do genialnej w swojej prostocie konkurencji prawno-instytucjonalnej. W ogromnym skrócie, chodzi o to, aby warunki prowadzenia biznesu w Polsce były lepsze od brytyjskich, nie mówiąc już o niemieckich czy czeskich. Polska musi stać się państwem, które przyciąga firmy (również te najmniejsze!) z całego świata, a nie jak jest teraz, kiedy to polskie podmioty uciekają do Czech, Niemiec, czy do Wielkiej Brytanii. Bez wielkiej zmiany polityki gospodarczej cały wysiłek państwa włożony w program w 500+ zasili demograficznie zamożne państwa na zachodzie Europy. Wraz z ideą Międzymorza pojawia się szereg wyzwań np. realizacja trasy północ-południe – Via Carpatia, której celem jest aktywizacja naszej części Europy. Nie muszę dodawać, że wraz z wprowadzeniem strategii Kazimierczaka, Polska jest „skazana” na rządy PIS na wiele lat, bo jest to jednocześnie gwarancja prosperity. Z drugiej strony pozostawienie polskiej gospodarki bez większych zmian, albo z kosmetycznymi, co ma obecnie miejsce, jest gwarancją dużych przyszłych zawirowań na scenie politycznej.

Nowa Jałta

W nadchodzących miesiącach 2017 roku dojdzie do najważniejszego spotkania, które nakreśli nowe ramy ładu światowego. Spotkanie na szczycie nowego prezydenta USA Donalda Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Amerykański cel to pozyskanie Rosji do nowego etapu „duszenia” gospodarczego Chin, bez Rosji cel ten jest praktycznie nie do zrealizowania. Rosjanie zamierzają natomiast zakończyć politykę „testowania” granic amerykańskich stref wpływów i zawrzeć z Amerykanami sojusz. Dlaczego mieliby to zrobić? To dość proste pytanie, bo w odróżnieniu od USA, to Rosjanie mają granicę z Chinami i ich potencjałem gospodarczym. Porównanie gospodarki chińskiej i rosyjskiej nie ma już od dłuższego czasu żadnego sensu, różnica jest bowiem kolosalna i stale zmienia się na niekorzyść Rosji. Dla państwa Putina jest to więc walka o przetrwanie, jako niezależny kraj i regionalne mocarstwo. Co to oznacza dla Polski i Europy Środkowej? Dla Polski nie oznacza to wiele - dojdzie zapewne do unormowania i ocieplenia naszych stosunków z Rosją, być może symbolem tych zmian będzie powrót wraku Tu-154 do Polski. Niedawna wizyta doradcy prezydenta D. Trumpa - Rudolpha Giulianiego w W-wie i spotkanie z J. Kaczyńskim, to wyraźny sygnał, że najprawdopodobniej w „karcie dań” nowej Jałty nie ma Polski i nasze interesy nie będą naruszone. O tym, które państwa znajdą się w strefie wpływów Rosji, dowiemy się zapewne wkrótce.

Podziękowania dla Ireneusza Piotrzkowicza za użyczenie tekstu, którego oryginal znajduje się w serwisie techpedia.pl i Navtur za użyczenie serwera.